Były król wagi średniej, Israel Adesanya, przerywa milczenie przed swoim długo wyczekiwanym powrotem do oktagonu. „The Last Stylebender” przygotowuje się do weekendowego starcia z Joe Pyferem podczas gali UFC Fight Night w Seattle, ale w najnowszych wywiadach nie ukrywa żalu do fanów i całego środowiska MMA.
36-letni Nigeryjczyk (24-5), który obecnie znajduje się na fali trzech porażek z rzędu (z Seanem Stricklandem, Dricusem du Plessisem oraz Nassourdinem Imavovem), po raz ostatni walczył w lutym 2025 roku w Arabii Saudyjskiej. Teraz wraca, by udowodnić swoją sportową wartość w starciu z rozpędzonym Amerykaninem.
Przed nadchodzącą galą Adesanya podzielił się swoimi refleksjami na temat obecnego, nieco uśpionego krajobrazu dywizji do 84 kilogramów. Uważa on, że dopiero z perspektywy czasu fani (a nawet on sam) mogą docenić to, jak fenomenalnym i przede wszystkim aktywnym był mistrzem.
– Ostatnim gościem, który zawsze kładł wszystko na szali, bez względu na okoliczności, i wyzywał do walki najlepszych, byłem ja – powiedział Adesanya. – Więc tak, to jest jedna z tych rzeczy, których ludzie nie doceniali… a nawet ja sam tego nie doceniałem, dopóki nie usiadłem z boku, żeby to poobserwować. Pomyślałem sobie: „Cholera. Ta gra jest teraz wolna i po prostu stanęła w miejscu beze mnie”.
Adesanya w czasach swojej mistrzowskiej świetności słynął z tego, że potrafił bronić pasa po kilka razy w roku, podejmując absolutnie każdego rywala, jakiego wskazała mu organizacja. Dziś, gdy mistrzowskie roszady trwają znacznie dłużej, widzi tę różnicę wyjątkowo wyraźnie.
– Z pewnością jest więcej takich rzeczy, ale o tej jednej mogę powiedzieć śmiało: ludzie, a może nawet ja sam, nie docenialiśmy tego, jak bardzo byłem aktywny i jak wiele dawałem tej grze, gdy byłem posiadaczem pasa – podsumował „Stylebender”.
Już w ten weekend, w hali Climate Pledge Arena w Seattle, Adesanya (obecnie #4 w rankingu wagi średniej) spróbuje udowodnić, że jego czas w czołówce jeszcze się nie skończył. Jego rywal, 29-letni Joe Pyfer (#14), wygrał trzy ostatnie walki i z pewnością zrobi wszystko, by wykorzystać szansę na przedarcie się do ścisłej elity kosztem legendy.

